9/17/2017

4 ulubione peelingi

4 ulubione peelingi
Cześć w Niedzielę! Specjalnie napisałam przez duże N - bo dzisiaj jest całkiem fajna niedziela. Taka wiecie pozytywna. Sobotę spędziłam w Warszawie w doborowym towarzystwie - zupełnie nie -blogerskim. I chyba tego trzeba mi było. Nowe perspektywy, nowe horyzonty. Ludzie z pasją ale zupełnie inną. No i wystawa fotografii o jeden z moich ulubionych artystek - Fridy Kahlo. W każdym razie bardzo miło spędziłam ten weekend. Więc na jego zakończenie też coś pozytywnego. 
Zrobiłam krótkie zestawienie ulubionych peelingów do twarzy. Wśród moich ulubieńców znajdują się zarówno kosmetyki naturalne jak i nie. Nie jestem ortodoksem i nie zamykam się na nic, jakkolwiek chętniej sięgam ku naturze, to nie zawsze osiągam satysfakcję. Poszukuję.
Na wstępie muszę powiedzieć też, że nie jestem zagorzałą fanką peelingów enzymatycznych. Chętniej sięgałabym po peelingi mechaniczne ale niestety nie mogę sobie na to zbyt często pozwolić. Moja ukojona co prawda, ale jednak naczynkowa cera zdecydowanie lepiej toleruje właśnie peeling enzymatyczny.


W prezencie od Leśnego Runa (dziękuję :*) dostałam chyba jeden z najoryginalniejszych kosmetyków jaki kiedykolwiek używałam - peelingujące mleczko!

 Mleczko, które pod wpływem wody - edit! Dzięki Hexx -  tarcia (delikatnego)

... zmienia się w miękkie, bardzo delikatne drobinki, które oczyszczają cerę w nieinwazyjny sposób. Mleczko jest tak samo delikatne jak skuteczne. Nie podrażnia mojej cery i daje przyjemne odczucie czystości.


Enzymatyczny peeling Sylveco jest moim ulubieńcem od jakiegoś czasu. Lubię jego miodową i mocno ziołową formułę. Wiem, że wielu osobom nie odpowiada ten zapach ani nie czują satysfakcji z działania. Cóż! Każda cera jest inna - moja go uwielbia.


Maseczka, peeling do twarzy z odżywczej serii Vianka także należy do moich ulubieńców. Naturalny, ciut mocniejszy peeling również nie podrażnił mojej cery. Używam zarówno w formie maseczki, jak i peelingu. Ciasteczkowo - odrobinę morelowy zapach, znacząco działa na zmysły!


Enzymatyczny peeling Norel Dr Wilsz - używam od niedawna szczerze mówiąc. Z miejsca polubiłam go za działanie. Naprawdę porządne oczyszczanie, złuszczanie martwego naskórka przy jednoczesnym braku podrażnienia. W tym przypadku mamy do czynienia z kremowo - delikatnie kwiatowym zapachem, który zdecydowanie uprzyjemnia aplikację.



Jakie są Wasze ulubione peelingi do twarzy? Wolicie enzymatyczne czy mechaniczne?

9/14/2017

Gra o światło

Gra o światło
O tym jak ważne jest światło w aranżacji wnętrza nie trzeba nikogo przekonywać. Szczególnie jesienna porą to najważniejszy element wszystkich pomieszczeń. Gra o światło toczona jest na wielu frontach. Bo przecież ważne jest wszędzie - czy to w przemyśle , w handlu czy nawet w sztuce (scenografia). To światło tworzy odpowiednie warunki do pracy, nauki, tworzenia czy relaksu.


Na rynku istnieje bogactwo wszelkiego rodzaju form, które są indywidualnie dostosowywane do wnętrza. Myślę, że aktualnie nie ma rzeczy niemożliwych. Klusdesign.pl jest firmą, która projektując najnowocześniejsze, niepowtarzalne  rozwiązania sugeruje się rzeczywistymi potrzebami klientów.


Dla mnie czystą magią jest to, że dzięki różnym technologicznych wynalazkom można tworzyć prawdziwe dzieła sztuki. Ogranicza nas tylko wyobraźnia. Co ciekawe, cała ta "fizyczna" strona naszego planu jest dyskretnie schowana. Genialne rozwiązanie!


Możliwe do realizacji są nawet najbardziej futurystyczne wzory, które mamy w głowach, dzięki czemu mamy pewność, że nasze wnętrze będzie jedyne i niepowtarzalne. Czasy jarzeniówek i smętnie wiszących żyrandoli odeszły w zapomnienie.

Można z całą pewnością powiedzieć, że dzisiaj światło nie pełni tylko i wyłącznie roli użytecznej. Odpowiednia aranżacja i stworzenie niepowtarzalnych wzorów nadaje charakter miejscom, które tworzymy.
U mnie na przykład światła Led są obecne w łazience, dzięki czemu mam naprawdę niesamowity klimat na domowe spa, które zresztą funduję sobie chętnie, jak wiecie :) Kto pamięta projekt mojej łazienki?


Jakie oświetlenie preferujecie w swoich wnętrzach?
Macie podobne wrażenie do moich, że obecnie gra o światło urosła do rangi sztuki i jest jednym z najważniejszych komponentów aranżacji wnętrza?

9/08/2017

Migawki lata

Migawki lata
Właśnie dzisiaj, kiedy słońce w Lublinie pięknie grzało, uświadomiłam sobie, że jest koniec wakacji.
W tym roku nie wydarzyło się nic spektakularnego, ale mimo to lato mogę zaliczyć do udanych.
Zapach minionego lata to bez dwóch zdań :
Aqua Allegoria Mandarine & Basilic Guerlain  - piękny, wytrawny zapach, który orzeźwiał nawet najbardziej tropikalne dni.


Udało mi się choć przez chwilę zobaczyć morze - Gdynia, ma coś w sobie ...




Lublin prezentował się pięknie - lato było pełne festiwali, kolorów, smaków. Było pięknie!



Spacery z psem zawsze przynoszą mi wiele radości. Nie tylko mnie ;)



***
Jeśli mowa o spędzaniu czasu wolnego -gdybyście poszukiwali zorganizowanego wypoczynku dla dzieci i młodzieży - oferta Biura Turystyki Jaworzyna Tour jaworzyna.com.pl jest warta zainteresowania.


A jak Wasze lato minęło ? Jak będziecie go wspominać ?

9/02/2017

Mydło w kostce.

Mydło w kostce.
Mogę mieć w domu całą batalię żeli pod prysznic albo nie mieć żadnego (choć od pięciu lat to się nie zdarzyło)  ale do umycia się - wybiorę mydło w kostce. Nie wiem, może to siedzi gdzieś w psychice, że tylko kostką umyję się naprawdę. Bo ja uwielbiam kolorowe, bosko pachnące żele, które cieszą zmysły wzroku i powonienia. Serio.
Ale co kostka, to kostka. Szyję i uszy zawsze myję mydłem. ZAWSZE.


Uwielbiam mydlaną różnorodność. Dobrze pamiętam czasy hegemonii nivea a dla dzieci bambino. Obecnie możemy wybierać w nieprzebranej wręcz ilości mydełek pachnących, ziołowych, leczniczych. Kolorowych i nie, z dodatkami, bez dodatków. O kształtach fallusów czy łabędzi.
Mydło to dzisiaj nie tylko najbardziej podstawowy artykuł higieny osobistej. Często ma tak absurdalną postać, że służy jako ozdoba.

W każdym razie - dla każdego coś miłego.
Mydeł marsylskich używam już od ładnych paru lat. Zmieniam tylko wersje zapachowe. W tym miejscu muszę powiedzieć, że zawiedzie się ten, który szuka tu mocnych perfumowanych zapachów.
Nie. Nie ma ich. Zapach jest subtelny i na dodatek ulotny. Nie utrzymuje się na skórze. Mydło spełnia swoją podstawową funkcję - czyli myje :) Myjąc, pielęgnuje skórę, tak że nie jest ona przesuszona. Dobrze się pieni. Zużywa się bezproblemowo. Nie ślimaczy się, po prostu zmniejsza swoją objętość.


Mydło w kostce - banalne prawda? Otóż czasem mam wrażenie, że część ludzkości nie widziała go na oczy, zwłaszcza pasażerów MPK ;)

A jak to u Was jest ? preferujecie żele czy jednak mydła w kostce? Jakie są Wasze ulubione?


***
Będąc w temacie oczyszczania przestrzeni - właścicieli domów może zainteresuje przydomowa i biologiczna oczyszczalnia ścieków, oferta tutaj:  sedyment.com.pl


9/01/2017

Zapiski ze szkolnego zeszytu Esa

Zapiski ze szkolnego zeszytu Esa


Podstawówka.
Mam wymarzone ażurowe rajstopki, za którymi Mama stała pół dnia i nocy w sklepie. Może będą podobać się Kubie z 6 c, do którego wzdychają wszystkie koleżanki. Ja nie wzdycham. To znaczy udaję, że  nie, ale dam mu ściągać z matmy i fizyk. Może nawet pożyczę długopis. Ten z niebieską gumką w kształcie trupiej czachy, co mi wujek w paczce z Usa przysłał. Albo nie. Bez przesady. Jeszcze domyśli się, że go lubię..brrr.
Ze wszystkich przedmiotów w szkole najbardziej lubię kredę hehe. Głodny żarcik. Tak naprawdę to uwielbiam biologię, lubię się uczyć kosmicznych stworów pantofelek, ameba - jak z bajek fantasy (o tym, że z fantasy to się dowiem długo później) Po prostu bajek.
Podstawówka ma smak kiszonej kapusty i gorącego chleba z formy. I oranżaday z worka. Takiej strasznie słodkiej i strasznie sztucznej, którą piło się w tajemnicy przed Mamą. Strasznie chcę jeść obiady w szkole, co z tego, że Babcia w domu. Chcę jeść z innymi dziećmi. Nie wiedzieć czemu panie mi i takiej jednej Monice nigdy nie chcą dawać dokładki..Hmm, ciekawe czemu.. Może czerwona kreska w "karcie obserwacji" u pielęgniarki pod hasłem uwaga - nadwaga ma jakieś znaczenie.
Jestem raczej ciapą. Największym szkolnym osiągnięciem sportowym jest rozbicie łuku brwiowego aleeee się krew lała. Cudownie...od tego czasu uwielbiam oglądać krew. Takie małe zboczenie.
Jestem też wzorową uczennicą. Dawno odkryłam, że jak na początku się przyłożę i pouczę to potem już cały rok  mam dobre stopnie. Z ukochanej biologii nawet szóstkę - jedyna w szkole.
Kocham się oczywiście z chłopakach z New Kids on The Block. Tylko nie wiem, w którym bardziej ;) chyba jednak Jordan ale nie, moja siostra cioteczna go wybrała.. Mówię, że Joey, ale i tak zerkam na Jordana.
Dni mijają beztrosko... Mama karze uczyć biedne dzieci z lubartowskiej.. Nie jestem szlachetna.
W zamian mam ochronę. Jestem nie do ruszenia. Nie do żartowania. I mam Kalendarz szalonego małolata - taki jakby planer i prenumeratę Tomka Wilczyńskiego oraz Popcornu (takiej gazety).


Liceum
Pierwsze wspomnienie - dostałam z biologii mierny! Jak to, niedowierzanie, przecież się uczyłam, przecież umiem. W nocy o północy! Okazuje się, że napisałam za dużo. Trzeba się streścić. Liceum to nieporozumienie. Jestem niewidoczna. Nagle mam złe stopnie. Nic nie umie, nic nie potrafi.  Co się dzieje z Małgosią? Zapada się..zapada w niebyt. Jest tylko muzyka. Właśnie rodzi się grunge. Niedostosowanie, nieprzystosowanie. Brak bratniej duszy...wymyślę sobie Uma - przyjaciela w czarnej dziurze. Liceum to 15 jedynek za noszenie glanów. Wolałabym żeby odrąbali mi rękę albo nogę a butów nie zdejmę! Kradnę z muzeum na zamku ochraniacze na buty, takie filcowe. Mogą mi naskoczyć! Znalazłam towarzystwo. Upijam się i upalam, wagary. Czarne ciuchy, czerwone włosy. Bunt. Hormony szaleją.  Poznaję miłość mojego życia. Umiera.  Nie umiałam/ nie mogłam pomóc. W całym tym chaosie wyciągnięta do mnie dłoń.. Odkryty talent do odgrywania ról stał się moim lekiem na nieśmiałość. Występuję w szkolnym teatrze. Poznaję sztukę, artystów, rozwijam pasję, którą przerywa zmiana nauczyciela. Znowu jestem nikim. Znowu przerwa. Mama się martwi, szkoda mi jej, bo ma tylko mnie - dylemat jedynaka.
Liceum pachnie papierosami i tanim winem. Uśmiercone neurony pozwalają na zapomnienie i ucieczkę od nijakości. Wymarzona koszula w kratę, zabrana Dziadkowi, jakiś apel i nagle pstryk - jestem szkolną gwiazdą.   Do dzisiaj nie ufam ludziom, którzy ciągle się do mnie uśmiechają i prawią komplementy. Szukam prawdziwych ludzi, znajduję na koncertach punkrockowych. Jest głośno i agresywnie. Poznaję nową siebie. Tylko nocami płaczę hektolitrami.
Liceum to martwy czas - ogólnego niezrozumienia, czarnej dziury i fantastycznej muzyki oraz zakazanych książek. Ledwo zdana matura. Zawód w oczach Mamy.  Czarna rozpacz i spadanie w dół aż widzę czarne jądro ziemi.



Studium
Nie dostałam się na studia. Takie pierwsze z brzegu czyli polonistyka, bo przecież jedno co lubię robić to czytać. No trudno. Muszę się uczyć, bo stracę rentę po zmarłym ojcu, którego nigdy nie znałam.  Po najmniejszej linii oporu wybieram takie na mojej dzielnicy. Zakompleksiona, zbuntowana trafiam do grupy takich samych ludzi. Rozumiemy się bez słów. Więcej - rozumieją nas nauczyciele. Szukają, szukają w każdym z nas, potłuczonych, podrapanych szukają czegoś dobrego. Znajdują całe zapasy skomasowanego dobra. Nagle okazuje się, że mamy talenty, że jesteśmy ważni. Na skraju dorosłości nie mogło mi się trafić nic lepszego w tamtym czasie. Odkrywam psychologię.
Studium to smak dorosłości, słodkiego niebytu, odkrycie w sobie dobrych cech, wychodzenie z mroku.
To też czas dzikich imprez, eksplorowania własnych granic. Jest kolorowo. Ból nerki podczas koncertu Acid Drinkers sprowadza mnie na ziemię. Diagnoza - wodonercze, trzeba usunąć nerkę. Nie wiadomo co dalej. Ucieczka ze szpitala. Samotność w chorobie. Są wakacje, wszyscy wyjechali. Nie zgadzam się, walczę. Obudziła się we mnie wojowniczka. Pokonałam chorobę, jestem z siebie dumna. Trochę ograniczam balangi, zaczynam się przykładać do nauki, która coraz bardziej mnie wciąga.

Studia.
Dostałam się bez mrugnięcia okiem. Pięcioletnie studia dzienne. Sama nauczyłam się angielskiego z książek, płyt i filmów. Jestem z tego dumna. Ciągnę jednocześnie studium i studia. Nie narzekam. O rany, polubiłam się uczyć. Wciąga mnie...psychopatologia, aspołeczność, empatia, asertywność, komunikacja interpersonalna, kryminalistyka.. Zaczynam składać swoją osobowość w całość. Znam już swoje deficyty, nie walczę ze sobą. Uczę się bardzo dobrze - mam stypendium naukowe 5,0 - 500 zł  - w tamtych czasach wystarczy na alkohol, koncerty i inne przyjemności. Zaczynam wolontariat w szpitalu psychiatrycznym. Wciąga mnie mocno. Dalej ważna jest muzyka, filmy. Podróżuję stopem z koleżanką po Polsce i Europie. Kilka razy Przystanek Woodstock, dzikie koncerty. Poezja Emily Dickinson, A.E. Poe  i O. Wilde. Zaczynam dorastać. Coraz chętniej zostaję w domu. Już nie bawią mnie całonocne maratony filmowe, czy spanie na trasie gdzieś w krzakach.
Studia pachną książkami - długimi godzinami w bibliotece, pełne pasji. To nic, że teraz z tego nic - nie jest to teraz ważne, rozwijam się.

Praca.
Potem jeszcze studia podyplomowe, i jeszcze jedne podyplomowe - bez sensacji.

Jak ja się cieszę, że nie było komputerów, telefonów komórkowych.




Copyright © 2014 77fantasmagorie77 , Blogger