11/15/2017

ZILA - srebrem malowane

ZILA - srebrem malowane
Zauważyliście na pewno, że bardzo rzadko na moim blogu piszę o lakierach do paznokci. Wynika to w głównej mierze z moich kompleksów na punkcie kiepskich paznokci. Jednak od czasu do czasu trafi się perełka, o której muszę koniecznie opowiedzieć.

Tak jest w przypadku lakieru ZILA. Trafił do mnie przypadkiem na spotkaniu Beauty by Bloggers -
i od razu rozkochał srocze oko ;) Bo musicie wiedzieć, że o ile nie przepadam za brokacizną kolorową, tak srebny wielbię, właśnie w takiej formie!

Ciemnoszary, antracytowy, stalowy kolor wzbogacony w mikroskopijne drobinki, które łagodnie lśnią. Zapewnia pełne krycie. Lakier jest częścią kolekcji ZILA SHIMMER.


Lakier zapewnia faktycznie doskonałe krycie. Dwie warstwy dają piękne spektrum koloru.
Nie odpryskuje, utrzymuje się na moich paznokciach do 5 dni. Używałam go także jako lakier nawierzchniowy na czarną hybrydę i tutaj też sprawdzał się fajnie, chociaż dość szybko się starł (zrobił to jednak z równomiernym wdziękiem).






Lakiery ZILA są dostępne w drogeria.pl - aktualnie trwa promocja i cena lakieru to zaledwie 7,50 zł - więc można szaleć ;)


Podoba Wam się?
Używacie jeszcze lakierów klasycznych czy tylko hybrydy?

11/12/2017

Bobbi Brown - Skin Foundation

Bobbi Brown - Skin Foundation
Bobbi Brown Skin Foundation SPF15 to podkład, który okazał się być dla mnie idealny . Dostałam go od Smarującej Agaty  - klik, która zafundowała mi ten romans z kultową marką.
Przyznam szczerze, że dawno, naprawdę dawno nie używałam żadnych podkładów. Skupiłam się na azjatyckich kremach BB, które mnie satysfakcjonowały i nie szukałam niczego innego.
Wraz ze spadkiem temperatur moja cera potrzebuje jednak mocniejszej ochrony (jaśnie pani naczynkowa daje się we znaki ;). Poprzedniej jesieni używałam treściwego Lumene - teraz miałam pod ręką Bobbi Brown!


Jak sięgam pamięcią do mojego ostatniego fluidu to był to chyba nieśmiertelny Revlon ( jeszcze z czasów kiedy nas wszystkie dobijał brak pompki - kto pamięta tamte wersje?).
Wracając do Bobbi - klasyczna szklana buteleczka z działającą jak najbardziej i bez zarzutu pompką w eleganckim czarnym tekturowym opakowaniu. No klasyka, po prostu.



Posiadam odcień Warm Sand - i patrząc na kolor na stronie Douglasa to tragicznie nie pasuje.
Bo to klasyczny żółtek jest. Dla mnie idealny ale podejrzewam, że wiele bledszych cer kupując go w ciemno srogo się zawiodło. Serio - bardzo mylący wzornik. Sprawdźcie sami jak macie ochotę.

 Podkład ma lejącą, rzadką konsystencję, łatwo się aplikuje i daje matowy efekt z promiennym wykończeniem. Jest bardzo, bardzo lekki, tym samym nie tworzy maski a zapewnia jednolity, naturalny efekt zdrowej cery. Podobnież, jego tekstura zawiera pigmenty dodające skórze jedwabistej gładkości oraz drobinki odbijające światło.  Zawiera filtr przeciwsłoneczny SPF 15 nawilża skórę i optycznie zmniejsza widoczność porów. Polecany dla cery normalnej i mieszanej.  Polecam dla cery nie wymagających mocnego krycia a jedynie wyrównania kolorytu. Zdecydowanie ma lekkokryjącą formułę.
Co dla mnie bardzo ważne - nie wysusza skóry, nie podkreśla suchych skórek na nosie! Kolor stapia się idealnie z moją skórę, czyniąc go numerem 1 w podkładowym rankingu. Cena trochę zabójcza ale uważam, że jak najbardziej warto!

Znacie Bobbi Brown?
Jaki jest Wasz ulubiony podkład?

11/10/2017

Cosnature - naturalna selekcja

Cosnature - naturalna selekcja
Cosnature to niemieckie naturalne kosmetyki o dość przyjaznym składzie i cenie. Jak każda marka, ma słabsze i mocniejsze strony. Z uwagi na fakt, że jestem w posiadaniu całkiem sporej gromadki, chciałabym dokonać selekcji :)


O orzeźwiającej piance do mycia twarzy z cytryną i melisą - pisałam tutaj - klik . Zdania nie zmieniłam. Przyjemna, rześka formuła w sam raz do odświeżenia rano. Nie radzi sobie
z oczyszczaniem makijażu. Nie wysusza skóry, nie powodowała podrażnień. Charakterystyczny cytrynowy zapach nie przypadnie wszystkim do gustu.
Nawilżający szampon do włosów z dziką różą - przede wszystkim jest bardzo delikatny dla wrażliwego skalpu. Średnio wydajny, bardzo delikatny zapach. Na moje nieszczęście plącze włosy dlatego nie został ulubieńcem.


Masło do ciała z masłem shea i tonką - dla wielu hit - ja go nie polubiłam. Jeśli znacie masła Alverde - to to jest bardzo podobne. Bieli skórę, długo się wchłania. Nie przepadam też za tym zapachem - taki mdły i nijaki (spodziewałam się więcej, zwłaszcza, że w składzie jest moje ulubione masło kakaowe).

Naturalny, nawilżający delikatnie koloryzujący krem do twarzy z nagietkiem - mój letni ulubieniec. Bardzo ładnie nawilżający cerę, dopasowujący się do odcienia skóry (choć myślę, że dla bladych twarz może być za ciemny lub bardzo pomarańczowy). U mnie spisywał się wybornie, nie potrzebowałam dodatkowych pudrów, fluidów itp. Naturalny, ładny, zdrowy kolor na twarzy.

 Aromatyzowany migdałowo - kokosowy olejek do pielęgnacji ciała.  Powiem tak. Lubię kokosa, więc i lubię ten olejek ale...no właśnie to ale.. Coś tu mi nie gra. Może jest za bardzo perfumowany, może za słabo odżywia moją skórę. Nie zapłonęło moje serce. Niemniej używam go regularnie, dolewając do długich gorących kąpieli. W sumie szkoda, że go perfumowano. Kombinacja zawartych olei (kokosowy, ze słodkich migdałów, z avocado, jojoba, z nasion słonecznika, czy olej z nagietka) jest imponująca.

 Regenerująca maska do włosów z avocado i migdałami - polubiłam ja. Bardzo ładnie odżywia moje włosy aż po same końce, dociąża je, ograniczając puszenie. Nie zaobserwowałam niestety radykalnej poprawy w zakresie łamliwości moich włosów. Niemniej, fajna odżywka dla włosów średnioporowatych.

Multi odżywcza maseczka do twarzy z rokitnikiem okazała się nie być dla mnie łaskawa. Stosowałam dwukrotnie i dwa razy szybciej zmywałam niż nakładałam, gdyż odczuwałam nieprzyjemne uczucie pieczenia. Tak to jest z naturalnymi kosmetykami, czasem jakiś składnik może nas podrażnić. Lepiej robić próby testowe. Na całe szczęście po zmyciu wodą podrażnienie natychmiast ustępowało.


Ochronny krem do rąk z nagietkiem  - pisałam o nim tutaj. Kolejny ulubieniec. Dość treściwa formuła fantastycznie dba o skórę dłoni. Jednocześnie dość szybko się wchłania (co jest dla mnie szalenie ważne). Plus cudny zapach umilający aplikację i dość długo pozostający na skórze.

Kosmetyki Cosnature są dostępne tutaj a także w sklepach online oraz Hebe.

Znacie? Co się u Was sprawdziło a co nie?

11/08/2017

Upominki ze Zlotu Lubelskich Straszydełek

Upominki ze Zlotu Lubelskich Straszydełek
Prezenty każdy lubi - więc bez fałszywego krygowania się - zobaczcie jakie wspaniałości przywiozłam ze Zlotu Lubelskich Straszydełek w Lubartowie.
Radości nie ma końca~!















Maroko Sklep - naturalne kosmetyki marokańskie















Kto dobrnął do końca? Palec pod budkę;) Wpadło Wam coś w oko? O czym chcielibyście przeczytać w pierwszej kolejności?
Zagadka - kto zgadnie od czego ja zaczęłam testowanie?




11/06/2017

Zlot Lubelskich Straszydełek - czyli ręka, noga, mózg na ścianie!

Zlot Lubelskich Straszydełek - czyli ręka, noga, mózg na ścianie!

 21 października miałam okazję uczestniczyć w prawdziwym zlocie Czarodziejek. Organizatorki Zlotu Lubelskich Straszydełek (czyż to nie fenomenalna nazwa?) w osobach Sylwii z bloga Makijażowy Świat Sylvii oraz Oli z bloga Malowane Oczy wyczarowały nam niepowtarzalną atmosferę w klimatycznym lokalu W Bramie w Lubartowie (to tak niedaleko Lublina, że prawie Lublin ;).

Już na samym początku zostałyśmy obdarowane pięknym, prawdziwie WIEDŹmowatym medalionem i plakietką w ramach zwiadowczo - rozpoznawczych. Biała róża (sugerująca jednak nasze pokojowe nastawienie do świata w ogóle) zwieńczyła nasze spotkanie. Ale, ale, przecież jeszcze się nie rozpoczęła historia...
Po dłuższej chwili heheszków, uścisków, całusków, ploteczek gdzieś pomiędzy jednym ciastkiem a drugim popijanym wybornym Latte rozpoczęła się licytacja na rzecz naszych braci mniejszych! Czasami było ostro, aż furkotały rzęsy i stukały paznokcie ;)
Dzięki firmom, które przekazały kosmetyki na ten szczytny cel, udało się zebrać niebagatelną kwotę ok. 1400 PLN! A my ile miałyśmy radości i zabawy to wie tylko ten, kto był obecny ;)



Po krótkiej i dynamicznej przerwie odbyło się spotkanie z Panią Lucyną Spyta z Dermacol.pl  Powiem szczerze, że nigdy wcześniej nie miałam osobistego kontaktu z tą marką. Owszem wiem, że mają kultowy podkład ale okazuje się, że asortyment jest znacznie, znacznie bogatszy. Mówimy nie tylko o kolorówce ale o szerokim wachlarzu pielęgnacyjnym, o czym jak się wkrótce okazało możemy przekonywać się na własnej skórze, albowiem firma ufundowała nam wspaniałe podarunki.


Pani Lucyna to kompendium wiedzy a przy tym prawdziwa pasjonatka, wiec zaczarowała nas wszystkie historią marki i pozwoliła testować wszystkie produkty, których jak widać jest całe mnóstwo :)



Ja naprawdę nie wiem kiedy ten czas minął! Tu obiadek (tak smaczny, że aż nie zrobiłam zdjęcia!) tam kawka, niekończące się rozmowy o wszystkim i o niczym. Jak ja to lubię! Moc pozytywnej energii, czysta radość z bycia tu i teraz. Na dokładkę góra prezentów, o których opowiem w następnym poście. I tak oto koniec października stał się gwiazdką :)

Super ekipa! w składzie:

Organizatorki - Sylwia - Makijażowy Świat Sylvii  i Ola - Malowane Oczy

Klaudia - Czarnulkaa.blog
Magda - Mazgoo
Wiola - Niewyparzona Pudernica
Żaneta - Uśmiechnięte Oczy
Milena - Make Life Perfect
Karolina - Minimalistka
Kasia - Kosmetyczny Młyn
Magda - The Women Life
Diana - Dajanalogist
Kasia - Porady Mamy Kasi
Paulina - Becoming Beautiful
Iwona - SzaroKolorowa

i ja Esy :)
                


A zdjęcia robiła Milena ze STOP KLATKI



Copyright © 2014 77fantasmagorie77 , Blogger